piątek, 7 kwietnia 2017

Relacja z urlopu.

Po drugiej zmianie nawet się nie kładłam. Na trzy godziny nie było warto, bo o 2,15 miałam busa. Se znalezłąm takiego co to od drzwi do drzwi jeździ i jeszcze bagaże dźwiga bez słowa protestu.I o ile firma nr 1 była bez zarzutu, o tyle firma nr 2, którą wracałam to było jakies kuriozum. Ale o tym innym razem.

Po około 12 godzinach jazdy zostałam wysadzona pod domem u Taty. Poturlałam się z walizką do miejsca zamieszkania protoplasty, zadzwoniłam domofonem, cuś zabrzęczało, poszarpałam klamkę, szarpanie nic nie dało, zadzwoniłam drugi raz, znów coś zabrzęczało, poszarpałam klamkę, znów nic z lekka się wnerwiłam, na szczęście jakiś on wyłaził z piwnicy, zobaczył szarpanie i drzwi na klatkę stanęły otworem. Grzecznie podziękowawszy wspięłąm się na trzecie piętro, o mały włos nie wypluwając płuc. I co? Taty nie było. Zadzwoniłam jednym telefonem, zadzwoniłam drugim, posłuchałam jak oba dzwonią w pustym mieszkaniu, wnerwiłam sie znacznie bardziej, na cale szczęście zanim wpadłąm w panikę, oświeciło mnie, że nie słyszę psa. Acha- Tatko jest na spacerze.  Odetchnęłam z ulgą. Zaraz potem wrócili i przy kawie wykonałam telefon do Pantery co to w Germanii mieszka jakieś 200 km ode mnie, ale jakoś nie było okazji się spotkać. No to uznałyśmy, że spotkamy się kiedy będzie znacznie bliżej, czyli 750 km he he. Zatem zwonie raz, zwonie drugi, trzeci... i nic. Nasza germańska sieć uznała, że w POlsce nie pogadamy. Hmm. Zmuszona ruszyć ętelektem  napisałam do Gosianki, bo wiedziałam że Pantera ma u niej być .
Pantery jeszcze nie było, ale otrzmałam zaproszenie Za Moje Drzwi. W sensie drzwi Gosianki he he.
Jak się słusznie domyślacie zaproszenie przyjęłam. Ale do Gosianki nie tak łatwo wejść. Na ścianie obok drzwi wejściowych wisi dla zmyłki zabytkowa tablica ze spisem lokatorów. Wlazłam na schody, poczytałam, nazwiska Gosianki nie znalazłam, Uznałam że nr domu nie ten, to poszłam zwiedzać Bartoszowice. Zwiedziłam przody, polazłam na tyły w poszukiwaniu hamaka dla Hokusa i nic. Zapytałam o adres tubylczą jednostkę płci żeńskiej i nazad wróciłam pod spis lokatorów. Dla większej zmyłki w okolicy nie było żadnego auta z germańską rejestracją, którym to autem Pantera miała swą nową psiocórkę do Germanii zawieźć. Dla wyjaśnienia-mnie nie dziwiła obecność tablicy ze spisem lokatorów, bo ja hodowana w czasach z tablicami jako norma byłam, natomiast zdziwiło mnie, że ktoś takową jeszcze posiada :). Zatem jestem znów pod Gosiankowymi drzwiami i decyduję, że wchodzę. Decyzja była słuszna, bo chwilę wcześniej do rzeczonych drzwi zapukała drobna kobietka i o ludzie, rzeczone drzwi rostworzyła jej Gosianka we własnej osobistej osobie!
Wyściskałyśmy jak szalone, potem wyściskałam się z Panterą, poznałam sonic, Marię Nowicką i MCO tzn. GCO , Stefanię Kiełbasę, FikiMiki, Ptychnę bandziora, Hokusa, a w kocim pokoju chmurną Chmurkę i Bryzę. To był magiczny wieczór. Od bardzo dawna nie rozmawiałam z tak inteligentnymi ludźmi, biegle posługującymi się językiem ojczystym i którzy w lot rozumieją, co autor ma na myśli. Na co dzień mam kontakt z "przyszłem", mieszanką germańsko-polską, pytaniem o co mi chodzi, kiedy w przypadku kataru cytuję "szlachetne zdrowie..." oraz stwierdzeniem, że mam mówić po polsku, kiedy używam zwrotu "ślub konkordatowy" na określenie aktualnie panującego ślubnego trendu. Wymiziałąm Stefanię, w przelocie Ptychnę, kawałek Hokusa na hamaku, FikiMiki nie, bo czmychnęły. Zostałyśmy nakarmione pizzami rozmiarów kół młyńskich, których wystarczyło jeszcze na wynos, wyspacerowane w miejscach znanych z Gosiankowego bloga i przyszedł czas pożegnania. Z żalem opuściłam gościnne progi Za Moimi Drzwiami naładowana po brzegi pozytywną energią, jaka u Gosianki jest w każdym kącie i dźwigając wielką torbę pełną książek.
Energii musi mi wystaczyć na długo. Tak przynajmniej do jesieni mam nadzieję.

14 komentarzy:

  1. Edyta, to trzeba powtorzyc! Ale juz moze u nas, blizej jakby mamy, no i nie bedziemy Gosiance nalotow robic na chalupe. Kolej poznac moje zwierzaki, co nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam sama to na przesiadki. Jak samochodem to z NM.
      Nie wiem, czy narażać Cię na wstrząs:)))

      Usuń
    2. Przygotuj sie zatem na przesiadki, bo tego... ;)

      Usuń
    3. Ach, ach nie chcesz wstrząsów ? :))))

      Usuń
  2. Ufff, juz sie obawialam, ze gdzis sie zagubilas w drodze powrotnej. Wy to macie dobrze, rzut beretem i juz tyle szczescia :). Czasem sie zastawiam, czy nie bylo bledem tak sie zadekowac na zadupiu Europy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm... a nie przyszło Ci do głowy, że tych lokatorów na tej liście jest jednak za dużo w stosunku do wielkości domu ;)
    Ja rozpoznaję Gosi dom po firankach w oknie kuchennym, lista lokatorów mnie mnie trochę zdziwiła, bo nie było jej jak byłam u Gosi w grudniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyszło. Dlatego zwiedzałam Bartoszowice:)))

      Usuń
  4. No wlasnie, jaka lista lokatorow???

    OdpowiedzUsuń
  5. Edyta, ja nie widziałam tego wpisu! Strasznie, ogromnie się cieszę, że cię poznałam. Koniecznie odzywaj się, gdy tu będziesz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jak w banku. Nie odczepię się hehe

      Usuń
  6. Dzień dobry, przyszłam po lince od Gosianki, wcześniej słyszałam o Waszym zlocie od Pantery.
    Niezła zmyłka z listą. Gosianka powinna mieć także drugą i aktualizować stan futrzanych mieszkańców. ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to nieustająco, bo u Gosianki galopem zmiany są.

      Usuń